[REVIEW] Color the Cover


Color the Cover już od dłuższego czasu rozbrzmiewa w moim odtwarzaczu i najwyraźniej zadomowił się już tam na dobre. Po niezliczonej ilości odtwarzań wszystkich utworów z krążka zostanie on poddany subiektywnej ocenie. Jako wielbicielka Kuu mam do niej słabość, jednak postaram się być obiektywna w swoich weryfikacjach. Każdy utwór z płyty zostanie podsumowany przeze mnie krótką wypowiedzią oraz oceną w skali od 1 do 10.

Jaki jest cel powstania tej notki? Już wszystko wyjaśniam... Chodzi przede wszystko o to, że chciałabym się dowiedzieć co wy myślicie o najnowszym albumie Kumi. Czy przeróbki to coś co wpisuje się do waszego gustu, czy jednak wolelibyście zamiast tego usłyszeć nowy i oryginalny materiał? Z niecierpliwością czekam na wasze opinie. Mam nadzieję, że podzielicie się nimi w komentarzach pod notką lub na czacie :)

Pink Spider – 7/10 chaotyczna melodia, autotune wykorzystany do granic możliwości oraz przekształcony głos Kuu. Na początku byłam sceptycznie nastawiona do tego kawałka, jednak po kilkunastym przesłuchaniu spodobał mi się. Ta nutka idealnie nadaje się na imprezę. Dużym plusem jest całkiem odmienna aranżacja od oryginału. 


Shake Hip! – 10/10 jeden z najmocniejszych punktów albumu. Mocny wokal Kuu, zawadiacka melodia oraz chwytliwy refren pozostają na długo w pamięci. Mój faworyt!


LOVELY – 9/10 jeśli kolejne słodkie kawałki Kuu tak mają brzmieć to ja jestem za! Użycie instrumentów i w tym przypadku nieprzesłodzonego głosu gwiazdy powodują uśmiech na twarzy. Mam jednak wrażenie, że ten utwór nigdy się nie skończy. 


Jounetsu -  4/10 połączenie r&b, ballady w średnim tempie i łagodnego rocka... Zaczęło się całkiem przyjemnie, lecz wsłuchując się dalej coś jakby ze sobą nie współgra. 


One more time, One more chance – 7/10 czy to wersja na żywo? Brzmi jak zapis audio z jakiegoś występu. Mimo wszystko podoba mi się.


Alone – 8/10 jedna z najlepiej odśpiewanych ballad na krążku. Słychać, że Kuu jest mocno związana z tą piosenką. Piękna wersja, brawo!


Blue Velvet – 4/10 osobiście uważam, że Kuu nie najlepiej sprawdza się w rockowym brzmieniu. Jestem zwolenniczką tego gatunku muzyki, ale to co zaserwowała nam tym razem nie przemawia do mnie...


Otoko – 10/10 uwielbiam! Moje ciało buja się w rytm „Ai ai ai ai ai” jak szalone. Kuu dała niezły popis swoich możliwości!


Dou ni mo Tomaranai – 9/10 japońskie disco-polo? Co jak co, ale wciąga. Mimo, że ten utwór jest przesycony elektroniką to brzmi naprawdę nieźle! Wstawki pomiędzy refrenem są przezabawne.


Koyoi no Tsuki no You ni – 6/10 Łagodna balladka w średnim tempie. Nieco monotonna, ale nie najgorsza.


Uta wa Waga Inochi – 8/10 ta dziewczyna ma głos jak dzwon! Utwór nieco musicalowy za co daje oczko w górę!

Aga_Inez

2 komentarze:

amuraa pisze...

świetny pomysł na notke. z pewnością, bylo to czasochłonne ;]

Anna Wanna pisze...

No Aga jak dla mnie możesz częściej wystawiać tego typu posty.Świetnie to jest. Zgodzę się z tymi ocenami bo mam podobne zdanie , lecz dał bym chyba wyższą ocenę Pink Spider. Może z autotune'm trochę przesadzili , ale jest to coś nowego ,świeżego .Kumi sięgnęła po elektronike co według mnie jest krokiem w dobrą stronę , oby więcej takich piosenek ,ale też bez przesady. Jedynie chyba czego mi brakuje to świetnej ballady jak np. Unmei ,które do dziś sprawia że mam ciarki na skórze. Trochę też za niską ocenę otrzymało Jounetsu tak z 6-7 mogło by dostać.Z całą resztą się zgodze. Także Aga jeśli masz chęci to proszę więcej takich recenzji ^.^ Pozdrawiam :*